Pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych zagłosowali za strajkiem
Ponad 97 procent pracowników ZUS, którzy wzięli udział w referendum strajkowym, opowiedziało się za rozpoczęciem strajku. Powodem jest brak porozumienia w kwestii podwyżek wynagrodzeń w administracji publicznej.
Związek Zawodowy Związkowa Alternatywa, kierowany przez Piotra Szumlewicza, apeluje o zwiększenie płac w sektorze publicznym o co najmniej 20 procent. Protesty pracowników ZUS oraz sprzeciw wobec planów ograniczania podwyżek w administracji publicznej są reakcją na, zdaniem związkowców, niewystarczające kroki rządu.
Referendum strajkowe w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, które zakończyło się 6 lipca, pokazało wyraźne niezadowolenie pracowników. Wzięło w nim udział ponad 51 procent zatrudnionych, a aż 97 procent z nich zagłosowało za rozpoczęciem strajku. Głosowanie to było konsekwencją wcześniejszego, dwugodzinnego strajku ostrzegawczego, który odbył się 17 czerwca w placówkach ZUS w całym kraju.
Konflikt o wynagrodzenia
Związkowcy domagają się podwyżki wynagrodzeń o 1200 złotych brutto dla każdego pracownika ZUS, argumentując, że obecne płace nie odpowiadają zakresowi obowiązków. W odpowiedzi kierownictwo Zakładu wskazało, że realizacja postulatów wymagałaby zwiększenia budżetu wynagrodzeń o ponad miliard złotych do 2026 roku. Ostatnia propozycja pracodawcy zakładała podwyżkę w wysokości 220 złotych brutto oraz jednorazową nagrodę w wysokości 4 tysięcy złotych.
Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związkowej Alternatywy, krytycznie odniósł się do argumentów Ministerstwa Finansów o braku środków na podwyżki. Zaznaczył, że dalsze zamrożenie pensji w sektorze publicznym może prowadzić do odpływu wykwalifikowanych pracowników, wzrostu liczby wakatów oraz obniżenia jakości usług publicznych.
Priorytety budżetowe a administracja
Szumlewicz wskazał, że argumenty o braku funduszy są trudne do zrozumienia, gdy w ostatnim czasie budżet poniósł znaczne koszty związane z dopłatami do paliw (blisko 5 miliardów złotych) i planowanymi dopłatami do nierentownych kopalń (około 6 miliardów złotych). Dodał również, że program Rodzina 800 plus, z którego korzystają także osoby zamożne, pochłania ponad 60 miliardów złotych rocznie.
Przewodniczący Związkowej Alternatywy zaapelował do rządu o zmianę priorytetów. Podkreślił, że nie ma bezpiecznego państwa bez sprawnej i dobrze opłacanej administracji. Zdaniem związkowców, oszczędności na wynagrodzeniach pracowników sfery budżetowej w kontekście wojny za wschodnią granicą są działaniem nieodpowiedzialnym. Związek postuluje o wzrost płac w sferze budżetowej o co najmniej 20 procent jeszcze w 2023 roku oraz zabezpieczenie środków na podwyżki w kolejnych latach.
Komentarze (8)
-
K
Kasia J. · 1 miesiąc temu
moim zdaniem to bardziej skomplikowane niż myślą. czy strajk coś zmieni? zobaczymy.
-
P
pacjent · 1 miesiąc temu
To kwestia nie tylko pieniędzy, ale i warunków pracy. Mam nadzieję, że ich postulaty zostaną wysłuchane
-
X
xyz · 1 miesiąc temu
bez podwyzek w administracji nie ma co liczyc na lepsza prace w kraju
-
X
xxx · 1 miesiąc temu
zgadzam się, po tylu latach marnych pensji to strajk to jedyna droga, aby coś zmienić
-
A
Anna · 2 miesiące temu
w końcu ktoś się odważył!
-
O
obywatel · 2 miesiące temu
Hmm, ciekawe co zrobi rząd. Wszyscy czekają na podwyżki, ale mam wrażenie, że niewiele to zmieni.
-
A
anna42 · 2 miesiące temu
To nie tak, że tylko ZUS ma problemy. W innych miejscach też sytuacja nie wygląda najlepij
-
P
podatnik · 2 miesiące temu
Czemu tylko ZUS? A reszta urzędów? Chyba czas na strajk w całej administracji!