USA ostrzegły Iran przed izraelskimi zamachami na negocjatorów
Stany Zjednoczone, obawiając się eskalacji konfliktu i sabotażu rozmów pokojowych, podjęły bezprecedensowy krok, ostrzegając Iran przed możliwymi zamachami ze strony Izraela na irańskich negocjatorów.
Wiosną 2026 roku administracja Donalda Trumpa wyraziła poważne obawy, że Izrael może planować zamachy na kluczowych irańskich negocjatorów: ministra spraw zagranicznych Abbasa Araghchiego oraz przewodniczącego parlamentu Mohammada Ghalibafa. Obaj byli postrzegani przez Waszyngton jako pragmatycy, z którymi możliwy był dialog w sprawie zakończenia wojny.
Według doniesień "Washington Post", USA zdecydowały się na nietypowy ruch i za pośrednictwem mediatorów ostrzegły Teheran przed potencjalnymi atakami. Dziennik, powołując się na amerykańskich urzędników, wskazał, że taka ingerencja Waszyngtonu świadczy o głębokich rysach w relacjach ze Izraelem i pokazuje ograniczony wpływ administracji Trumpa na działania rządu w Jerozolimie.
Rozbieżność celów wojennych
Wojna między USA i Izraelem a Iranem, rozpoczęta 28 lutego 2026 roku, początkowo miała na celu obalenie irańskiego reżimu, w tym poprzez eliminację jego przywódców. Izrael przeprowadził wówczas serię zabójstw politycznych i wojskowych, uśmiercając między innymi najwyższego lidera ajatollaha Alego Chameneiego. Amerykanie natomiast skupili się na niszczeniu irańskiej marynarki i potencjału rakietowego.
Jednak po pierwszych aktach eliminacji, Stany Zjednoczone zmieniły strategię, uznając, że reżim w Teheranie prawdopodobnie utrzyma władzę. Przełomowym momentem miała być śmierć Alego Larijaniego, szefa irańskiej rady bezpieczeństwa narodowego, zabitego w połowie marca. Po tym wydarzeniu USA zaczęły aktywnie szukać pragmatycznych rozmówców, z którymi możliwy byłby dialog. Amerykańscy urzędnicy, jak donosi "Washington Post", mieli naciskać na Izrael, aby zaprzestał eliminacji irańskiego kierownictwa politycznego, ostrzegając, że zabicie tych osób uniemożliwi prowadzenie rozmów.
Krytyka izraelskiej strategii wynikała z obaw Waszyngtonu, że eliminacja Araghchiego i Ghalibafa, postrzeganych jako najważniejsi partnerzy w rozmowach o zakończeniu konfliktu, mogłaby doprowadzić do eskalacji i uniemożliwić osiągnięcie pokoju. Mohammad Ghalibaf stał na czele irańskiej delegacji negocjującej porozumienie pokojowe z USA i, jak podano, przeżył izraelski atak na bunkier, w którym się znajdował podczas poprzedniej wojny.
W Białym Domu panowało przekonanie, że to właśnie ci dwaj politycy reprezentowali najbardziej pragmatyczne skrzydło irańskiej dyplomacji, z którym negocjacje miały największe szanse powodzenia. Administracja Trumpa uznała, że Izrael może próbować sabotować postępujący proces negocjacyjny, aby doprowadzić do wznowienia walk.
Ambasada Izraela w Waszyngtonie odmówiła komentarza w tej sprawie, a Biały Dom jedynie poinformował, że prezydent dąży do kontynuacji procesu pokojowego. Fakt, że USA posunęły się do ostrzeżenia Iranu, wskazuje na znaczące napięcia i rozbieżności w strategicznym podejściu obu sojuszników do wojny z Iranem.
Komentarze (1)
-
Q
qaz · 2 miesiące temu
Znowu te ich ostrzeżenia, jak zwykle nic nie zmieni. Powinni siąść do stołu i rozmawiać, a nie straszyć się na wzajem.